## Fragment oddzielony trzema gwiazdkami to retrospekcja, zasada ta dotyczy całego ficka##
Gaara niechętnie
czytywał kilkudziesięciostronicowe raporty z sytuacji w innych wioskach. Rzecz
jasna, sam nakazał, by były możliwie najbardziej szczegółowe. Dostawał więc
dokładnie to, czego chciał. Ich analizowanie było bardzo żmudnym zajęciem, ale
skutecznie odwracało uwagę od innych rzeczy.
Gdyby nie musiał
przeglądać stosów raportów, najczęściej skupiających się na zupełnie nieistotnych
sprawach, miałby stanowczo zbyt wiele niewypełnionego niczym czasu.
Odkąd uzgodniono
zawieszenie broni, nie miał zbyt wiele do roboty. Rzecz jasna, trzeba było
podjąć wiele decyzji i prowadzić jeszcze więcej dyskusji ze starszyzną,
zazwyczaj całkowicie jałowych. Teraz, kiedy strategia wobec Konohy była już
ustalona, pozostawały nadal zwykłe obowiązki urzędowe, związane z codziennym
zarządzaniem wioską, i niekończąca się wymiana korespondencji z pozostałymi
osadami. Ale wciąż było to zbyt mało, by wypełnić dobę. Byłoby inaczej, gdyby
musiał znajdować kilka godzin czasu na sen, tak jak zwykły shinobi. Jednak dla
niego sen nigdy nie był odpoczynkiem.
Trzy czwarte raportów
codziennie dostarczanych do biura wyrzuciłby po prostu do kosza, gdyby znalazło
się jakieś ciekawsze zajęcie. Jednak sprawozdanie, które studiował teraz,
należało do pozostałej jednej czwartej. Traktowało o wszystkich działaniach
Wioski Mgły w ostatnim tygodniu. Kiri Gakure była jedyną osadą, która mogłaby
wejść w sojusz z Konohą, dlatego na jej terenie przebywało od dawna kilku
wywiadowców, z których każdy przygotowywał oddzielne raporty. Biorąc pod uwagę
nagły pośpiech Konohy odnośnie negocjacji, jeszcze dokładniej trzeba było
przyglądać się działaniom Mizukage. Gaara był przekonany, że jeśli Naruto
ukrywa coś, co może zadziałać na ich korzyść w trakcie negocjacji, będzie to
miało związek z Wioską Mgły. Na wszelki wypadek przekazał wszystkim
wywiadowcom, żeby od nowa przyjrzeli się sytuacji.
W dotychczasowych
sprawozdaniach nie znalazł nic, co wskazywałoby, że Kiri mogłaby wesprzeć
Konohe. Zresztą, i tak nie uważał, by z tej strony mogło istnieć realne
zagrożenie.
Czytając raport, z
którego wynikało, że sytuacja w Kiri jest stabilna, zaczął się zastanawiać, czy
Naruto mógł przysłać tutaj tak wcześnie negocjatorów tylko po to, by zagrozić
im wykorzystaniem Kyuubiego. Był niemal pewny, że do tego Uzumaki by się nie
posunął, miał zbyt wiele do stracenia. Ale gdyby Shikamaru poruszył ten temat
na początku, jeszcze zanim usłyszał, jakie są warunki z ich strony,
świadczyłoby to, że starszyzna Konohy jest bardzo zdeterminowana.
Gaara uznawał za wysoce
nieprawdopodobne, żeby Naruto zdecydował się na coś takiego. Jeśli zagroziłby,
że użyje Kyuubiego, by zniszczyć Sunę, postawiłby wszystko na jedną kartę.
Musiał wiedzieć, że sama groźba nie sprawi, że warunki kapitulacji zostaną
złagodzone, wręcz przeciwnie – wówczas nie byłoby już mowy o negocjowaniu
czegokolwiek. Musiałby zaryzykować użycie Dziewięcioogoniastego. Nie mając
stuprocentowej pewności, że nad nim zapanuje.
Gaara wiedział
doskonale, że starszyzna Konohy próbowała przekonać Uzumakiego do skorzystania
z jedynej tajnej broni, którą dysponują. Nie ulegało też wątpliwości, że
zdecydowana większość shinobi Liścia zgodziłaby się na takie ryzyko. Wiedział
też, że ostatni jinchuuriki prędzej byłby gotów umrzeć niż narażać innych przez
igranie z demonem. Ale jego śmierć nie uwolniłaby Konohy od konsekwencji tej
wojny. Kyuubi mógłby to zrobić.
Gaara nie był pewien, cz pośród wojowników
Konohy nie ma ani jednej osoby, która byłaby w stanie przekonać Naruto, że gra
jest warta tak wysokiej stawki. Należało przyjrzeć się temu dokładniej, skoro
Konoha, dotąd opóźniająca rozpoczęcie negocjacji, nagle zmieniła strategię.
Rozmyślania nad tą
sprawą przerwało pukanie do drzwi. Gaara podniósł głowę znad papierów.
- Proszę – powiedział.
Drzwi otworzyły się i
na progu stanęła chuuninka, Matsuri.
- Gaara-sensei –
powiedziała, skłaniając lekko głowę. Zazwyczaj przypominał jej, żeby się tak do
niego nie zwracała – od dawna nie był jej nauczycielem – ale i tak nie
przynosiło to skutku. Zresztą, miał ważniejsze sprawy na głowie, więc
zlekceważył jej zachowanie, jak zwykle odbiegające od reguł etykiety przyjętych
w wiosce. I tak nigdy nie reagowała. – Posłowie z Konohy przybyli pół godziny
temu.
- Dlaczego przychodzisz
mi o tym powiedzieć? – zapytał rzeczowo, wracając do przeglądania dokumentów.
- Mistrz Kankuro
powiedział, żeby cię wezwać, Gaara-sensei.
Odwrócił wzrok od
siedemdziesiątej strony sprawozdania i spojrzał na nią.
- Sądziłem, że
udzieliłem wam jasnych instrukcji. Która część była niezrozumiała?
- Mistrz Kankuro
powiedział, że to nie jest najlepszy moment na okazywanie posłom lekceważenia –
powiedziała. – Zdaje się, że ta Hyuuga – dwa ostatnie słowa wypowiedziała z niespotykanym
u niej lekceważeniem – zraniła się i zemdlała.
- Ktoś ją zaatakował? –
zapytał Gaara.
Matsuri potrząsnęła
głową.
- Nie, to był jakiś
głupi wypadek. Widać nie przysłali jej tu ze względu na inteligencję.
Gaara był zaskoczony tą
niespotykaną arogancją u chuuninki.
- Zaraz przyjdę.
- Tak jest – odparła
kunoichi.
- Matsuri-san.
- Tak?
- Nie jest na miejscu,
abyś pozwalała sobie na takie uwagi wobec posłów – powiedział z naciskiem.
Była niezadowolona, że
zwrócił jej uwagę. Od dawna widać było, że ta dziewczyna ma problemy z
zachowaniem odpowiedniej postawy. Gdyby
mógł ją oddelegować w miejsce, gdzie na pewno nie przysporzy kłopotów, bez
wahania by to zrobił.
Hinata miała ochotę
zapaść się pod ziemię. Nie chciała zwracać na siebie uwagi, a skończyło się
tym, że jej przybycie postawiło na nogi połowę pracowników siedziby Kazekage.
Wszyscy okazywali jej przesadną troskę, jakby w obawie, że dojdzie do
oskarżenia o zamach na posła. Zresztą, dziwne, że kogokolwiek to obchodzi. Cóż
mógłby zrobić Naruto, nawet gdyby delegacja została uwięziona i poddana
torturom? Wioska Piasku ryzykowałaby w ten sposób tylko utratę dobrego imienia,
które, zdaniem Hinaty, i tak już dawno utraciła.
Tak czy inaczej,
dziewczyna czuła się zażenowana całą tą sytuacją. Zirytowało ją, że zajęły się
nią trzy medyczki, tak jakby doszło do jakiegoś poważnego wypadku. Ich obecność
sprawiła, że zaczęła myśleć o Sakurze, z którą nie widziała się od tamtego
dnia, gdy poszła jej powiedzieć o poprawie stanu Akamaru. Teraz Sakura musiała
być zdruzgotana śmiercią Sasuke, może bardziej niż Naruto. Zaczęła się
zastanawiać, czy jeszcze kiedykolwiek z nią normalnie porozmawia.
Kiedy kunoichi wreszcie
sobie poszły, pojawił się Shikamaru, a wraz z nim jounin z wioski Piasku, Kankuro.
Lalkarz był dla niej uosobieniem wszystkiego, co w Sunie uważała za najgorsze –
był przecież bratem Sabaku no Gaary. Nie miała ochoty go oglądać, jeszcze w tej
sytuacji, gdy miała obandażowaną całą rękę – zupełnie niepotrzebnie – i była
podłączona do jakiejś kroplówki. Straciła tylko trochę krwi, a ci zachowywali
się jakby miała umierać. Zupełnie jakby shinobi Suny starali się sprawiać
wrażenie cywilizowanych ludzi. Na polu walki najpewniej nie zadaliby sobie
nawet tyle trudu, by ją dobić.
- Zaszalałaś, dziewczyno
– odezwał się jounin. – Mam nadzieję, że wyczerpałaś swój limit wypadków na
jedną wizytę. Inaczej będziemy zmuszeni przenieść tutaj połowę personelu
naszego szpitala.
Hinacie polecono leżeć
na kozetce, ale nie chciała wyglądać jak ofiara, więc wstała i usiadła na
skraju łóżka. Akamaru wyczuł, że jest zdenerwowana. Chwilę temu krążył po całym
pokoju obwąchując ściany i podłogę, teraz jednak podszedł do niej i usiadł
obok.
Popatrzyła na Kankuro
ze złością. On to dopiero ma tupet, żeby tak poufale się do niej odzywać. Mówił
swobodnie, ale odniosła wrażenie, że przygląda jej się jakoś dziwnie. Nie
potrafiła określić, dlaczego niepokoiło ją to spojrzenie.
Shikamaru stał obok
zupełnie spokojny. Miała do niego o to żal. Jak może tak po prostu wejść tutaj
w towarzystwie wroga? Sądząc po swobodnym zachowaniu Kankuro, chwilę temu mogli
nawet uciąć sobie zwykłą pogawędkę o trudach podróży i pogodzie. Jak gdyby nie
byli po przeciwnych stronach w wojnie, która może została przerwana, ale
przecież jeszcze się nie zakończyła.
- Po co macie sprawiać
sobie problemy, nie łatwiej byłoby pozwolić mi się wykrwawić? – odezwała się
tak napastliwym tonem, że sama była zaskoczona.
Shikamaru wzruszył
ramionami, a wyraz jego twarzy dobitnie świadczył, iż uważa ją za sprawiającą
zbyt duże problemy.
Jounin z wioski Piasku
posłał Hinacie spojrzenie, w którym nie było już ani odrobiny sympatii.
- Nie możemy pozwolić
ci umrzeć na terenie naszej wioski. Spowodowałoby to niepotrzebne
nieporozumienia z klanem Hyuuga.
Hinata przygryzła
wargi. Kankuro przypuszczalnie nie zamierzał ukrywać w swojej wypowiedzi
żadnych aluzji, ale poczuła się, jakby ktoś ją chlasnął w twarz. Popatrzyła na
niego z wściekłością, nie zwracając uwagi na to, że drzwi ponownie się
otwierają i pewnie znów zatroskane pielęgniarki składają jej wizytę. Niech
tylko spróbują ją dotknąć.
- Dlaczego? Jaka to
różnica, jedna w tą czy w tą?
Kankuro zmarszczył
brwi. Widocznie wyprowadziła go z równowagi.
- Hyuuga Hinata –
powitał ją Sabaku no Gaara, który wszedł właśnie do pokoju. – Czyżby Hokage
przysłał cię tutaj, byś sabotowała rozmowy pokojowe?
Hinata odruchowo
wstała. Nie z szacunku dla urzędu, ale dlatego, że czuła się bezbronna, siedząc
na szpitalnym łóżku.
- Nie jesteś zbyt
rozsądna – kontynuował kage Piasku, zupełnie nie zwracając uwagi na wyraz jej
twarzy. Popatrzyła na niego w sposób tak przesiąknięty nienawiścią, że normalny
człowiek poczułby się co najmniej speszony. – Nie powinnaś bawić się ostrymi
przedmiotami, jeśli nie potrafisz się nimi posługiwać – odwrócił od niej wzrok
i spojrzał na Shikamaru, skłoniwszy głowę w powitalnym geście. – W tej
sytuacji, rozpoczęcie rokowań będzie musiało zostać przesunięte.
- To nie będzie
konieczne – odpowiedział Shikamaru.
Kazekage zastanowił
się.
- Dostaniecie dwa dni
na to, by odpocząć. Możecie spędzić ten czas tutaj, możecie też zwiedzić wioskę
– zawahał się, patrząc na Hinate. – Ale jeśli macie na to ochotę, nie
powinniście afiszować się z symbolami Konohy. To może okazać się dla was
niebezpieczne.
Hinata zdjęła
ochraniacz z szyi i spojrzała na niego.
- To taki podstęp?
Posłowie mogą przez własną głupotę narazić się, nie nosząc opasek i zostać
przez przypadek zamordowani w bójce?
Pustynny Gaara
popatrzył na nią chłodno, ale odniosła przykre wrażenie, ze jest rozbawiony.
- Hinata-san, z twoim szczęściem
to rzeczywiście mogłoby się zdarzyć – stwierdził. – W takim razie opuszczajcie
budynek jedynie w towarzystwie Kankuro – popatrzył na Akamaru, który przed
chwilą podszedł do niego i zaczął obwąchiwać mu buty. – Wybacz, Hinata-san, ale
do budynków urzędowych w naszym kraju nie wolno wprowadzać zwierząt. Twój pies
dostanie kojec na zewnątrz.
Hinata przymrużyła
oczy.
- Akamaru nie jest moim
psem – powiedziała ze złością. – Jego właściciela zamordowałeś.
Kage zmierzył ją
wzrokiem pozbawionym wyrazu.
- Gdybyście
czegokolwiek potrzebowali, powiedzcie o tym Kankuro. Do zobaczenia za dwa dni –
spojrzał na psa jakby z niesmakiem, a potem przeniósł wzrok na brata. – Zajmij
się tym.
Hinata usiadła dopiero,
gdy wyszedł. Zacisnęła jedyną sprawną dłoń w pięść.
- To było cholernie
upierdliwe – mruknął z niechęcią, gdy i Kankuro opuścił pokój. – Postaraj się
trzymać nerwy na wodzy, mam tu coś do zrobienia.
- Jak, na przykład,
pozyskać nowych przyjaciół? – odparła Hinata niechętnie. – Jeśli podoba ci się
w Wiosce Piasku, może zatrzymaj się tu na dłużej.
Shikamaru zmarszczył
brwi.
- A tobie się tutaj nie
podoba?
Spojrzała na niego ze
zdziwieniem.
- Manifestowanie
własnej krzywdy, obrażanie się na cały świat. Odnoszę wrażenie, że jesteś w
swoim żywiole – wyjaśnił shinobi.
Nie było zaskakujące,
że ma na jej temat takie zdanie.
- Nie wszyscy są
kompletnie pozbawieni emocji, tak jak ty – odpowiedziała.
Nie wyglądał na
urażonego.
- Gdybym kierował się
emocjami, nie mógłbym dobrze wykonać misji, którą mi zlecono.
- Którą zlecono nam –
poprawiła go Hinata. Oczywiście, uważał ją za bezużyteczną.
Shikamaru wzruszył
ramionami.
- Mimo wszystko,
odłóżmy na bok różnice poglądów i spróbujmy współpracować. Jak ci się wydaje,
co się tutaj dzieje?
Popatrzyła na niego ze
zdziwieniem.
- O co pytasz?
- Gdybyś nie była tak
zacietrzewiona, nie zastanawiałabyś się, o co pytam. Nie jesteśmy tu na
wakacjach, Hinata, więc mimo wszystko postaraj się trochę obserwować – nawet
nie czuła się bardzo zirytowana tym, że ją poucza, była zbyt zdziwiona faktem,
że zadaje sobie trud, aby udzielać jej rad. – Jak ci się wydaje, jak to się
stało, że Kankuro, który dawniej był dowódcą, został zdeklasowany do roli
opiekuna niesfornych gości z Konohy?
Wygląda na to, że
Kankuro rzeczywiście popadł w niełaskę. Nie pracował w siedzibie, pilnował ich
prawie cały dzień, najwyraźniej nie mając poważnych rzeczy do roboty. A w nocy
musiał pilnować psa, który został przywiązany na łańcuchu w pobliżu jego domu.
Shikamaru nawet z terenu przy siedzibie władz słyszał jego szczekanie. Akamaru,
odkąd znaleźli się w wiosce Piasku, był nienaturalnie pobudzony. Shikamaru
uważał, że to zastanawiające, ale ciekawsze było, czym Kankuro zasłużył sobie
na degradację.
Niełatwo będzie się
tego dowiedzieć, korzystając z „atrakcji” zwiedzania wioski, która została im
zapowiedziana na najbliższe dni.
Gaara miał tupet.
Wiedział, że Shikamaru zna tę wioskę prawie jak własną. Mimo to traktował go jak turystę.
Wszyscy pracownicy
siedziby tym razem byli obrzydliwie uprzejmi. Zupełnie inaczej niż wtedy, gdy Shikamaru
był tu poprzednim razem.
***
Shikamaru wyszedł przed
siedzibę kage i zapalił papierosa. Znalazł się w wyjątkowo paskudnej sytuacji.
Liczył, że Danzo pewnego dnia za to zapłaci, jednak na razie… to on miał zbierać
cięgi.
Usłyszał za sobą kroki,
ale nie odwrócił się. Temari stanęła obok niego.
- Kogo my tu mamy –
powiedziała opryskliwie. – Zakała Konohy we własnej osobie. Chociaż… Po
namyśle, w tej wiosce chyba negatywne wyróżnianie się kosztuje sporo wysiłku,
jestem więc zdziwiona… Chce ci się?
Shikamaru spojrzał na
nią niechętnie.
- Może się stęskniłem –
odparł z przekąsem.
Rany, jakie to
kłopotliwe. Miał do wykonania podłe zadanie, a na dodatek Temari nie da mu żyć.
Wkrótce pożałował, że w
ogóle się odezwał. Dziewczyna i tak była rozwścieczona.
Shikamaru zauważył, że
Temari odwróciła się do niego twarzą i poruszyła rękami. Mógł odskoczyć, ale
nie poruszył się. Fala powietrza odrzuciła go pod najbliższe drzewo. Shikamaru
uderzył plecami o pień. Temari doskoczyła do niego, wyciągnęła kunai i wbiła go
w korę ponad jego ramieniem, przybijając do drzewa kamizelkę.
Spojrzała mu w twarz.
Chciała się cofnąć, jednak Shikamaru złapał ją za nadgarstek i pociągnął na
siebie. Ich oczy się spotkały.
Brał pod uwagę, że
kunoichi może drugą ręką wyjąć kunai i ugodzić go w bok, jednak ani tego nie
zrobiła, ani nie cofnęła się.
- Jesteś pewny siebie –
syknęła mu do ucha. – Pewnego dnia tego pożałujesz.
Shikamaru wypuścił jej
dłoń z ręki, nie spuszczając z niej wzroku.
Temari podniosła się i
odeszła parę metrów. W tym czasie Shikamaru wyjął kunai tkwiący w drzewie.
Dziewczyna odwróciła się w jego stronę.
- Obiecuję ci,
Shikamaru Nara, pewnego dnia wszyscy poniesiecie konsekwencje waszej arogancji
– powiedziała.
Shikamaru nic na to nie
odpowiedział. Podejrzewał, że w przyszłości tak się stanie. Jednak nie zamierzał przyznawać jej racji.
To niesamowite, jak niektóre zdania sprawiają, że przypominam sobie stan emocjonalny sprzed roku ;)
OdpowiedzUsuńNa razie Hinata nie zaskarbia sobie mojej sympatii, a chyba będzie jeszcze gorzej, ale na pewno nie jest postacią bezbarwną, jak to było w kanonie.
Nie pamiętam, o co chodziło z Kankuro, ale zachowanie Akamaru już dało mi odpowiedź, że Kiba żyje :D Nie pamiętam tylko w jakich okolicznościach ta tajemnica się wyda. Akamaru pobiegnie do niego?
Gaara... Chcę go więcej i wiem, że będę go miała więcej. Idealnie ;)